NOWA DIETA – DROGA NA ZAWODY

Nie jest żadną tajemnicą, że cały świat fitness, wiążący ze sobą dietetykę, treningi, technikę ćwiczeń, zdrowie itp., itd, jest dla mnie jeszcze wciąż nowy i zaskakujący. Ciągle się uczę.

Za mną cztery poziomy szkoleń

Szkoleń z zakresu Dietetyki i Suplementacji u Jakuba Mauricza .

Czego mnie nauczyły?

Że droga do wymarzonej sylwetki nie musi być katorgą, nie wiąże się ze złym samopoczuciem ani nie musi oznaczać wyniszczenie organizmu. NIE MUSI być monotonna, NIE MUSZĘ być na niej głodna. Świetnie jest poznawać nowe punkty widzenia. Jak to mówią, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja mam to szczęście, że mogę poznawać mnóstwo ludzi „w temacie” i uczyć się na ich błędach. Chodź i swoje często zdarza mi się popełnić 😉

Jedno wiem na pewno – nie posiadam wiedzy specjalistycznej. Nie jestem w stanie sama przygotować się na zawody. O pomoc więc zwróciłam się do zaufanego źródła. Nie jest więc chyba niespodzianką, że postawiłam na team Mauricza? 😉

Tak więc, Panie i Panowie, uprzedzając pytania, do zawodów poprowadzi mnie Marek Fischer. Znany jako Fit-Maker, prawa ręka Jakuba no i przede wszystkim świetny dietetyk kliniczny.

fitmaker fischer

Ma również doświadczenie w prowadzeniu bikiniar… czy mogłam trafić lepiej? 😛

To dopiero początek naszej współpracy, a ja za sobą już mam masę badań.

Po co?

Żeby zadbać w pierwszej kolejności o moje ZDROWIE 🙂 Jak to powiedział Fischer „sylwetka ma być efektem ubocznym”. Zgadzam się w tym w stu procentach! Pamiętajcie, że jeśli Wasz organizm nie funkcjonuje prawidłowo, nie jesteście w stanie wykorzystać swoich stu procent możliwości!

Ja już miałam dość półśrodków 😉

Na początek dostałam suplementację dobraną pod moje wyniki.

Dlaczego o tym mówię?

Bo takie podejście pozwala na wykluczenie niepotrzebnych mi tabletek i pakowania w sobie byle czego bo „mówi się że zdrowe i pomaga”. Suplementuje to, czego mój organizm potrzebuje. Najpierw muszę naprawić małe szkody, które sama sobie wyrządziłam brakiem wiedzy 😛

Nowej diety stosuje dopiero od kilku dni. I już widzę u siebie zauważalne zmiany w sylwetce. Potocznie zwana rekompozycja jest naprawdę zauważalna. Motywacja więc wzrosła o sto procent! Kiedy myślę, że to dopiero początek, nie mogę się doczekać tego, co wydarzy się dalej!

Będę dokumentować całą zmianę i na pewno napiszę o tym osobny post 🙂

dieta-samuraja-malvina-pe

Dieta samuraja. Na czym polega?

„Dieta samuraja – modyfikacja diety paleo o bezglutenowe źródła węglowodanów. Dieta ta cechuje się wysoką wartością odżywczą i jest prawie nieodłącznym elementem dietoterapii – odrzuca wszystkie te czynniki, które wywołują nadmierną odpowiedź układu odpornościowego – gluten, lektyny, strączki, nabiał, dużą ilość orzechów i nasion, przetworzone produkty.” – Mauricz.

Często słyszę od ludzi, że to głupota wyrzucać z diety tak wiele składników. Głupotą dla mnie jest zamykanie się na nowe rozwiązania. Dlaczego jesteśmy tak krytyczni wobec metod których nie znamy? Skoro te „stare” nie do końca są skuteczne, może warto jednak wprowadzić zmiany?

Moja dieta opiera się w dużym stopniu na rotacji węglodowanami z połączeniem z CBL (carb back loading).

A teraz po polsku

Dla tych, którzy nie mają pojęcia co to jest rotacja – polega ona na rozłożeniu ilości węglowodanów w diecie w zależności od ilości aktywności fizycznej podczas dnia. To tak w wielkim skrócie 😉 Czyli jednego dnia mam ich więcej, innego mniej 😛

CBL natomiast oznacza „ładowanie” węglowodanów. 70% całodziennego zapotrzebowania ładujemy w ostatnim posiłku. Wyjątkiem jest lekka sesja treningowa – cardio, lub sesja umiarkowana – mobility, wtedy możemy oprzeć się na 40 – 50% Dziennej racji WW.

Polega to głównie na tym, żeby z rana starać się jeść tłuszcze, a węglowodany dopiero około treningowo oraz na wieczór w celu regeneracji, uzupełnienia rezerw glikogenu oraz odbudowy wszelkich uszkodzeń tkanki mięśniowej.

Dla niektórych może to być ZA DUŻA zmiana. Bo jak nie zjeść na obiad schabowego z ziemniakami i mizerią? Wszystko zależy od tego, co jest dla Was najważniejsze. Ja już dawno temu obiecałam sobie własne szczęście nad szczęście mojego napchanego nie koniecznie zdrowym,ale smacznym jedzeniem brzuszka 😛 I nie żałuje 🙂 Pociągnęło to za sobą masę pozytywnych rzeczy. Dzięki temu dziś jestem w tym miejscu, piszę do Was i walczę o lepsze ja 🙂

Trackback from your site.

  • Fajny wpis. Słyszałam już wcześniej o diecie Mauricza
    Nie mogę się jednak zmotywować. Przychodzi nowy rok wiec jest ku temu jakaś opcja.
    Ps. zapraszam do mnie na post „jakie torebki na wesele teraz kupujemy?”