Ja i trening. Czyli o tym, jak rozpoczęłam związek z siłownią i dlaczego trwa on do teraz

elo3elo1elo2

Sześć lat w klasie sportowej, za dzieciaka aerobik z Mamą (za co po dziś dzień jej dziękuję, bo rozciąganie nigdy nie jest dla mnie problemem ;* ) a mimo wszystko nigdy nie byłam w stu procentach zadowolona ze swojej sylwetki. Oczywiście, próbowałam mnóstwo rzeczy. Tańczyłam, co sprawiało mi mega frajdę, ale nie mając kompletnie pojęcia o diecie i sposobach żywienia wcale nie pomagało mi to pozbyć się fat’u. Próbowałam biegać, nie raz i nie dwa, ale nigdy nie sprawiało mi to przyjemności na tyle, żebym kontynuowała tą czynność mniej lub więcej regularnie. Ćwiczyłam nawet w domku z idolką Polek, kupiłam książkę, robiłam skalpele, miałam długą znajomość z Mel B, uprawiałam nordic walking ( po dziś dzień również się zdarza, ale tylko kiedy jestem u siebie- mój dom rodzinny jest praktycznie pod laskiem, gdzie spaceruję z moją rodzicielką 🙂 o tym kiedy indziej!), ogólnie dużo spacerowałam i chyba chwytałam się wszystkiego czego mogłam, jak pewnie domyślacie się bez skutku. W nic nie wkładałam na tyle serca, żeby stało się to dla mnie przyjemnością, a nie obowiązkiem.

Jak trafiłam na siłownię?

Moje pierwsze spotkanie z ciężarami okazało się fail startem. Poznałam cudownego mężczyznę, który ćwiczył, chciałam spędzać z nim każdą chwilę, więc kiedy on chodził na siłownię mi nie chciało się siedzieć w domu samej i na niego czekać, więc zaczęłam chodzić z Nim. Spodobało mi się, wyjechałam na studia do Wrocławia, kupiłam karnet na siłownię i nawet przez kilka pierwszych miesięcy z niego korzystałam. Czy to mi pomogło? Nie 😛 Mając marną wiedzę i ciągle się usprawiedliwiając ciągle korzystałam z tego, że mój chłopak był na masie, więc co tygodniowe mega tłuste weekendy, w tygodniu nie odżywiałam się wcale lepiej, tłumaczyłam sobie, że skoro zrobiłam trening, to przecież MOGĘ wsunąć na raz paczkę chipsów i zagryźć czekoladą (aby zachować równowagę między solą i cukrem w organizmie, of course ;)). Nasz związek nie przetrwał odległości, oboje byliśmy niedojrzali, rozstaliśmy się. Co się stało z moją siłownią? Rozstałam się z nią niedaleko później. Dlaczego? Bo nie robiłam tego dla SIEBIE. Chciałam ćwiczyć, bo ON ćwiczył, chciałam dobrze wyglądać, bo ON dobrze wyglądał. Dla mnie nigdy nie było to priorytetem. Od czasu do czasu oczywiście się przeszłam na trening, ale nic to nie zmieniało, bo dalej odżywiałam się strasznie, zaczęłam imprezować, a zakraplane imprezki średnio dobrze przekładają się na sylwetkę.

Minął rok.

ON przyjechał do Wrocławia. I znowu się zaczęło. Zaczęłam chodzić z nim na siłownię, ZNOWU kupiłam karnet. Ale COŚ się zmieniło. Byłam już zmęczona ciągłym imprezowaniem, nie posiadaniem celu w życiu, życia z weekendu na weekend.

Czy żałuje tego czasu?

Nie. Poznałam dwie najcudowniejsze dziewczyny na świecie, które są dla mnie jak siostry. Dojrzałam, mam inny pogląd na wiele spraw, wiele rzeczy zaczęłam doceniać, zrozumiałam komu na mnie zależy i kto jest dla mnie ważny.

Wracając.

Z początku ciężko mi było się przestawić. Jakby nie patrzeć, zamierzałam obrócić swoje życie do góry nogami. Stopniowo przestawałam chodzić na imprezy, zaczęłam patrzeć na to co jem, liczyłam kalorie i BENG. Byłam przerażona. Jadłam dziennie ok 1200 kcal (gdy odszedł alkohol 😛 ). Więc jak to możliwe, że nie byłam szczypiorkiem? Nawet nie chce myśleć o tym, jak zniszczony miałam metabolizm, który wtedy pokazywał wiek 24 (!!!), czyli 4 lata więcej niż miałam. Dziś już jest 12 🙂 Jak to zrobiłam? O tym będzie następny post 🙂 Znowu wkręciłam się w trening, ale teraz było dużo łatwiej. ON rozpisał mi treningi, powiedział co i jak jeść, JA, mając w nim oparcie nie tylko na siłowni ale też i poza, zajarałam się każdym ciężarem, który podnosiły moje wiotkie rączki, każdym progresem, który następował z treningu na trening. Moja psychika przeszła tak wielką transformację, że chciałam robić to w końcu DLA SIEBIE.

Dlaczego?

Chciałam być zdrowa. Chciałam mieć zdrową, czystą cerę. Chciałam w końcu zacząć wyglądać jak wszystkie dziewczyny, które obserwowałam na Instargamie czy też facebooku, chciałam pokazać wszystkim znajomym, że potrafię, że umiem dokończyć coś co zaczęłam, że mam pasję, cel, że się nie poddaje i, że robie kawał dobrej roboty. Tak więc od grudnia 2015 siłownia stała się poniekąd moim drugim domem, gdzie spędzałam średnio po 3godziny 4 dni w tygodniu, dając z siebie więcej niż przez całe życie kiedykolwiek. Nauczyłam się czerpać z tego przyjemność, bo już wiedziałam co robić 🙂

Mamy czerwiec.

Dzisiaj moje ambicje, pewność siebie i zaciętość przerosły nawet moje oczekiwania. Z kluski jaką byłam ( i może troszkę jeszcze jestem 😛 ) zamierzam wystartować w zawodach sylwetkowych. Przede mną wiele miesięcy ciężkiej pracy. Zdaje sobie z tego sprawę. I nie mogę się doczekać każdego nowego wyzwania. Dla mnie to już styl życia, inne myślenie, widzę mnóstwo pozytywów z tego płynących.

Co daje mi kopa?

Kiedy widzę, że moi najbliżsi też walczą o swoje lepsze JA, ciągle starając się być lepszym. Sama myśl, że mogłam zmotywować chociaż jedną osóbkę z mojego otoczenia sprawia, że czuje się PRZEZAJEBIŚCIE. Miejcie w sobie pozytywną energię i dzielcie się nią 🙂 Dobro ZAWSZE wraca.

Miałam łatwiej?

Troszkę miałam 😛 Bo nie musiałam błądzić po siłowni nie wiedząc za co się zabrać, nie musiałam jeździć po dietetykach i wydawać mnóstwo siana. Ale jeżeli będziecie tutaj ze mną, obiecuje Wam, że Wy też nie będziecie musieli 🙂 Ze mną ktoś się podzielił swoją wiedzą i ja też chcę to zrobić. Nie jestem specjalistą, nie mam ukończonej dietetyki, miliona kursów z trenera personalnego (Jeszcze!). Ale skoro ta wiedza, która posiadam i którą ciągle pogłębiam dzięki osobom z mojego otoczenia, których staż i doświadczenie jest dużo dużo większe, mi pomogła, to dlaczego miała by nie pomóc komuś innemu? 🙂 Każdy potrzebuje lekkiego kopa na zachętę 😛

Dasz się kopnąć ? 🙂

Trackback from your site.

  • Anna Golińczak

    Brawo dla Ciebie! Miło się czytało Twoja historię 🙂 w końcu zrobiłaś coś dla siebie! Trzymam za Ciebie kciuki! I za Was też 😀 powodzenia w spełnianiu marzeń 🙂

    • typowa kasia

      <3 <3 <3

  • Agatek Gagatek

    Hej:) chciałabym mieć swój plan treningowy:) czy jest gdzieś w sieci plan treningowy, który mogłabyś polecić? Lub jakiś Twój? 🙂 redukcja 25 kilo z 96, na siłownię się zapisałam ale dieta leży (paleo plus śmieci). Mauricza tez kojarzę i jest wg mnie najlepszy. Zapisując się na siłownię dostsksm jakiś plan treningowy (w ramach karnetu), ale nie znam się i nie eiem cxy jest dobry – rozgrzewka 10 min, 5-6 ćwiczeń (na maszynach) po 3 serie po 12 powtórzeń, a na koniec trening kondycujny (interwalowy) na bieżni – 30 min., 5-10 stopni nachylenia, 5 km/h. Robie tez treningi funkcjonalne, np. Na pośladki (z Katarzyna Chłopecką) 2 razy w tyg.