Co jem, czego nie jem, co bym chciała jeść, czego nie mogę

Nikogo pewnie nie zaskoczę, że w moim jadłospisie króluje kurczak z ryżem.

Tak, jem dosyć jednolicie i jałowo.

Nie, nie przeszkadza mi to.

Uwierzcie albo i nie, ale przy deficycie kalorycznym WSZYSTKO smakuje. Lepiej lub gorzej, ale smakuje 😛

Dzień rozpoczynam kawą, albo przedtreningówką. W zależności od tego czy mam czas czy nie – na szybką pobudkę i wyjście z domu za kilkanaście minut najlepiej sprawdza się preworkout. Bardzo nie lubię pić kawy „na szybko”. Lubię się nią delektować i sprawia mi to dużą przyjemność, kiedy mogę sobie ją spokojnie wypić.

Na śniadanie ostatnio pokochałam omlety białkowe, z kazeiną i orzechami na wierzchu. Śniadania białkowo-tłuszczowe zdecydowanie odpowiadają mi najbardziej. Praktycznie cale więc swoje zapotrzebowanie na tłuszcze zjadam rano 🙂 Jest to mniej więcej około godziny 10-11, następny posiłek dopiero po treningu (18-19-20!).

Jak daje radę bez „obiadu”?

Dużo osób się mnie pyta, jak ja mogę nie jeść obiadu. Ale właściwie co to jest obiad? Posiłek jedzony między 12 a 15? Moim obiadem, a może raczej obiadokolacją jest kura z ryżem i warzywami. Jem od kilku miesięcy to samo i codziennie smakuje tak samo dobrze 😀

Kolejną zagadką dla wszystkich, jest jak jem TRZYSTA GRAM RYŻU DZIENNIE 😀 (w dni treningowe)

W zwykły szary dzień, gdzie towarzyszy mi tylko cardio, jem tylko dwa worki ryżu 🙁 Jeden, jak napisałam wyżej, drugi z białkiem zaraz przed snem.

Jak to, żre na noc i chudnie?!

Ano właśnie.

NIE MUSISZ ograniczać jedzenia po 18,19 czy jakiejtam godziny stosujesz. Jeżeli utrzymujesz swoje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne, możesz nawet wszystko jeść na wieczór (praktycznie jak ja 😛 ).

Okej, wiecie już co jem na co dzień.

Co jem jak nikt nie patrzy?

Co chcę. Nie ma rzeczy, której NIE MOGĘ zjeść. Od tego są cheat-meal’e, czyli tzw. „oszukane posiłki”. U mnie najczęściej są to słodycze – oreo z mlekiem i lody, popcorn , czekolada.

Wiadomo, że nie zawsze jest łatwo trzymać dietę. Kiedy co chwile ktoś wrzuca fotki z grilla, jakiś deserów, fast foodów i tak naprawdę wszystkiego, czego się nie je, jest OCHOTA. Bo ja też kocham jeść, ale bardziej kocham patrzeć z satysfakcją w lustro i czuć, że po raz kolejny odniosłam swoje małe zwycięstwo trzymając się swojej diety i nie podjadając.

Nie katuje się. To mój świadomy wybór. Jestem szczęśliwa, wyglądam i czuje się coraz lepiej.

A czy nie o to w tym wszystkim chodzi? 🙂

Trackback from your site.